Międzygalaktyczna przygoda - Valerian i Miasto Tysiąca Planet (2017)

Świeżo po seansie "Ostatniego Jedi" z sagi Gwiezdnych Wojen, brakowało mi bardzo tego, co dał mi Luc Besson w swoim najnowszym filmie "Valerian i Miasto tysiąca Planet". Sporo fajnych postaci, barwnie przedstawiona wszechświat, sporo ciekawych szczegółów, piękne zdjęcia, dobry scenariusz. Czyli wszystko to, czego brakowało w "Ostatnim Jedi". Ale dobrze, spokojnie, już dosyć o GW, na tapecie mamy teraz Valeriana.

Pierwsza rzecz jaka mnie ugryzła to twarz Valeriana. Pomyślałem sobie w pierwszej chwili, co to za chłystek. Ale mówię sobie, że spokojnie, dam mu szansę. Dane DeHaan bronił się jak tylko mógł, ale bezskutecznie. może inna fryzura, charakteryzacja? Największe wrażenie z kolei wywarł na mnie Ethan Hawke, którego było niewiele, ale za to intensywnie.

Rihanna... hmm, mam z nią problem. Bo choć aktorsko przekonała mnie, to cały epizod z poznaniem postaci, którą grała, był przydługi. Można było odnieść wrażenie, że to było ustawione, trzeba było wylansować gwiazdę pop, czy coś w tym stylu. Właśnie wtedy moje zainteresowanie filmem malało. Ciekawe, czy tak samo bym myślał, gdyby nie była to Rihanna, a jakaś zwykła, dobra aktorka. Może faktycznie reżyser miał taką wizję na tę scenę? No nie wiem.

Cara Delevingne to obiecująca aktorka, trzeba jednak poczekać i zobaczyć ją w innych kreacjach, aby stwierdzić, że potrafi wcielić się w różne postaci o różnych charakterach. Na pewno wielu panów oddałoby wiele za uśmiech, który bardzo rzadko pojawiał się w filmie, ale od razu wywoływał jednoznaczne emocje.

Największym dla mnie bólem było tempo, które wiadomo - miało dążyć do jakiegoś tam finały po około 2 godzinnym seansie. Ja chyba muszę zacząć oglądać seriale, z rozbudowaną fabułą, postaciami, ponieważ mało mi tego. Ale to też nie wszystko, bo fabuła musi trzymać mnie w fotelu. W Valerianie tak było.

Świetną przygodę psuły niepotrzebne popkulturowe wstawki dla młodzieży, którą jakoś trzeba przyciągnąć, aby film mógł zarobić. To już standard w kinie, dlatego staram się tym nie przejmować, ale za to ocena leci trochę w dół i wyniesie: 7/10.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.