Okja (2017) - uratować superświnie!

Pierwszy. rewelacyjny film w tym roku, który dany było mi zobaczyć. Ostatnio każdy film oceniam na 5/10 albo 6/10 i zastanawiałem się, czy to kwestia wyostrzonego gustu z każdym kolejnym filmem, czy ostatnio nie ma dobrych filmów. "Okja" dała poprzeczkę dla kina 2017 w moim mniemaniu. Mamy z początku przyjemne dla duszy familijne sceny, gdzie na starcie nie trudno przywiązać się do głównym postaci, superświni Okji oraz jej opiekunce Miji. Czasu jest mało, więc reżyser w dosadny sposób pokazuje, że mamy do czynienia z inteligentnym zwierzęciem, który tam samo troszczy się o człowieka, jak człowiek o niego.

Każdy z nas widział lub czytał opowieść o przyjaźni między człowiekiem i psem. To chyba najbardziej sztampowe połączenie. Pomysł z świnią był niezwykle odważny, ale i kapitalny. Bo od razu daje nam sygnał, że nie jest ważne, z jakim mamy zwierzęciem do czynienia. Bo przecież konie są takie piękne, potrzebne (hipoterapia), psy są najlepszymi przyjaciółmi ludzi. A świnie? Są cudowne, jako golonka, karkówka, boczek, schab, itd. Bo przecież, kto by pomyślał, że świnia może być takim samym zwierzęciem, na równi jak pies, czy koń. Taka rasowo-zwierzęca niesprawiedliwość. Rasizm zwierzęcy?

Nie obędzie się bez dramatu, wbrew familijnemu startowi, również wartką akcją trzymającą w napięciu do samego końca. W połowie filmy jesteśmy tak związany z losami bohaterów, że nie obejdzie się bez paczek chusteczek przy końcówce.

To, co mnie najbardziej urzekło w filmie, to jego dodatkowy atut merytoryczny. Przedstawienie w szerszej perspektywie tego, jak korporacje manipulują, jak tworzy się jedzenie, które spożywamy oraz fakty i mity żywności GMO. Oczywiście nie można swojej wiedzy na ten temat bazować tylko na tym, co usłyszymy w filmie, ale jest to na pewno bardzo dobry starter do tego, aby zagłębić się w temat i być nieco bardziej świadomym.

Choć większość obsady to Koreańczycy i nie jestem w stanie odnieść się, jak wypadli na tle swoich karier, to nie da się nie zauważyć tego, jak świetnie zagrał Jake Gyllenhaal, mimo że było go niewiele. Po jego filmografii widać, że pracuje dosyć intensywnie, próbuje różnych ról, różnych wcieleń. Wychodzi mu to zjawiskowo. Tilda Swinton w ubiegłym roku zaskoczyła mnie bardzo w "Doktorze Strange", ale tym razem było po prostu w porządku. Tilda ma swój charakter i to już powili widać w filmach, w których gra. Trudno jej zaskoczyć widza, ale zaimponować nadal potrafi, jak w przypadku "Okji" podwójną rolą. Z mniej znanych aktorów na plus dwie osoby. Paul Dano za postać z charyzmą, ciepłą aurą, niesamowitą wyrozumiałością i spokojem ducha. Drugi plusik dla Lily Collins, której absolutnie nie poznałem, a doskonale pamiętam ją z "Love, Rosie".

Okja zajmuje miejsce numer jeden w moim rankingu filmów 2017. Pouczający, wzruszający film, po którym znów mam rozkminę, czy jeść mięso.

Moja ocena: 9/10.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.