Wielka ucieczka i wielka moc - Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi (2017)

Niech was nie zmylą określenia w tytule "wielka" - najnowsza część kultowej sagi, paradoksalnie nie jest wielka. Ucieczka bierze film na dno, ale moc z kolei wyciąga i daje mu pewną (no, jak to moc) równowagę. Stąd moja ocena: 5/10.

Do seansu podchodziłem z wielkim dystansem, w zasadzie żadnych oczekiwań, bo nie jestem jakimś tam fanem Star Wars. Lubię tę międzygalaktyczną przygodę, lubiłem starą trylogię i jako tako nową. Ale najlepszą częścią dla mnie był epizod I z nowej, czyli "Mroczne Widmo". Więc choć nie podchodziłem do "Ostatniego Jedi" z żadnymi oczekiwaniami, to poprzeczka została rzucona dawno, dawno temu.

Po przekoloryzowanych dosłownie "Ataku Klonów" i "Zemście Sithów" wreszcie nowe części wracają na odpowiednie tory stonowanych zdjęć. Widzieliśmy już poprawę w "Przebudzeniu mocy" i mamy całkiem niezłą kontynuację i kolejny krok do przodu moim zdaniem. Także wizualnie, a pójdźmy dalej - audiowizualnie, na plus. Na dowód niech będzie scena, gdzie samobójcza misja rozdziera jeden ze statków. Więcej szczegółów kto, kogo i gdzie nie podam, aby nie psuć Wam seansu. Tak czy siak, jak zobaczycie ją, to od razu zrozumiecie, że to właśnie o nią chodzi. Tak, mogą być ciary.

Wielka moc, to wielki atut tego filmu. To temat, który czyni całą sagę czymś niepowtarzalnym i nieśmiertelnym. Reżyser Rian Johnson ostrożnie jednak podchodzi do nauki nowego Jedi tak, żeby nie było to powtórką ze starej sagi. Kolejnym zaskoczeniem jest złamanie schematu związanego z walką między Sithami, a Jedi. Kiedy czujemy tak jak Rey, że Kylo Ren przechodzi wątpliwości, jest rozdarty i raz mamy wrażenie, że wróci na jasną stronę, a potem znów chłopak z maskę pseudo-Vadera pokazuje, jak ciemny mrok włada jego sercem. Ale to już znamy, zaskoczenie przychodzi w momencie, kiedy Ben decyduje się zrobić coś ważnego, co Rey jednoznacznie odbiera, a chwilę potem mamy międzygalaktyczny przewrót. Bo okazuje się, że postać Kylo Rena jest czymś więcej niż kolejną kukłą utożsamiającą się, czy to z Sithami, czy to z Jedi.

Największy aplauz należy się jednak mimo wszystko, ponownie, po wielu latach - Skywalkerowi. Mark Hamill świetnie połączył to co było, z tym co jest teraz. Lekcje, które Luke przekazał Rey, jego rozmowa z mistrzem (nie napiszę więcej!) i scena finałowa - to najmocniejsze działa tego filmu. Nie ma patosu, jest pokora. Jest rezygnacja, zgorzknienie, a potem kilka, mądrych (jak zawsze!) słów mistrza, po których przychodzi mądre, strategiczne, rozsądne i do tego szybkie działanie, jak na Jedi przystało. Wielki mistrz Luke Skywalker udowodnił, że był, jest i będzie na zawsze, wielkim mistrzem Jedi.

Problem tego filmu to niestety fabuła, która momentami była nudna. Moc w każdej części była epizodem skromnym, choć spektakularnym, który rozpoczynał pewne działania, ciąg przyczynowo skutkowy. W "Ostatnim Jedi" 80% to wielka ucieczka, która trwała o jakąś godzinę za długo. Przecież galaktyka jest tak ogromna, nie poznaliśmy nic nowego, nic ciekawego. Czas przygody trwał krótko, pewnie miało nas to wszystko trzymać w napięciu, ale niestety, nie trzymało. Nudziło. Do tego dochodzi parę żałosnych scen, których przytaczać nie będę, żeby nikomu nie spoilerować. Gdyby fabuła ładnie gryzłaby się ze scenami dotyczącymi mocy, trzymałaby w napięciu, zawierałaby więcej przygód, ładnie i zgrabnie przeplatanych z całą resztą (jak w "Mrocznym Widmie"), plus coś więcej z intrygi politycznej, niż ucieczka Nowego Porządku, to ocena byłaby znacznie większa. Gdyby proporcje byłyby inne, ucieczki byłoby 20%, a przygody Jedi, Sithów 80%, to może lepiej by to wyglądało? Ale to też nie o to chodzi.

Ostatnia scena daje nadzieję, nie pierwszą i pewnie nie ostatnią, że kolejne epizody już niedługo i szykuje się dobre kino. "Ostatni Jedi" nie jest tragiczny, warto go obejrzeć, zwłaszcza dla fanów Gwiezdnych Wojen. Dla całej reszty jednak, uprzedzam - nie traktujcie na poważnie zapowiedzi tego filmu jako "najbardziej oczekiwanego filmu 2017", bo w tym roku było wiele lepszych pozycji.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.