Brzydkie kaczątko - I, Tonya (2017)

Kto kojarzy wydarzenia z 1994 w świecie łyżwiarstwa figurowego, ten koniecznie musi obejrzeć biograficzną opowieść Craig Gillespie, o kontrowersyjnej Tonya Harding. Zdania są do dzisiaj podzielona, czy Tonya przyczyniła się do brutalnego napadu na Nancy Kerrigan, czy nie. Film jest swego rodzaju odpowiedzią na to pytanie, a przy tym daje nam całkowicie pełną otoczkę tego, jak żyła Tonya Harding.

Sytuacja rodzinna bohaterki była niecodzienna, ale dzięki świetnej grze aktorów, dobrego scenariusza, można w miarę zrozumieć uczucia łyżwiarki, która walczyła nie tylko na tafli lodu, ale również i w życiu. Ona doskonale wie, że w życiu nie ma lekko i trzeba być twardym. W filmie doskonale to odczuwamy, co totalnie odróżnia go od wszystkich sportowych dzieł, które dotąd widzieliśmy na ekranie.

Zazwyczaj dobra historia jest z zasady skazana na sukces, jeśli przenosi się ją do kina. Tym bardziej jeśli mamy tu trochę patologii, trochę walki w dążeniu do marzeń, trochę kryminału, trochę komedii, trochę sportu, trochę gorzkich okruchów życia. I to wszystko wyważone z wielkim smakiem, bez żadnego przesadyzmu, wręcz przeciwnie. Wszystko wyglądało na bardzo realne, niczym film dokumentalny.

Największą zasługę przypiszę aktorom. Wszystkim, bez dwóch zdań. Oczywiście wybijające się role miały więcej pola do popisu i dla nich zasłużenie należą się największe brawa. Głośno mówi się o rolach Allison Janney i Margot Robbie, jako nominowanych do Oscara prawdopodobnie, a wg mnie szkoda, że pominięto przy tym Sebastiana Stana, który równie pięknie wyróżniał się i wniósł wiele do całokształtu filmu. Wspomniane dwie Panie już zdążyły otrzymać po jednej nagrodzie, choć drugoplanowej Allison Janney przypadła póki co bardziej prestiżowa nagroda. Ja będę trzymać kciuki za Margot Robbie przy tegorocznych Oscarach. Z ciekawości obejrzałem parę filmików na youtubie, żeby zobaczyć Tonya Harding. Niesamowitym odkryciem było to, jak Margot Robbie świetnie nie tylko jeździła na łyżwach (tak, ona sama!), ale potrafiła krok w krok wykonać choreografie, te same miny, gesty, co Tonya w 1994 roku.

Historia naszej łyżwiarki nie skończyła się happy endem, ale nie ma mowy o rozpaczy. Trzeba być twardym i iść dalej. Choć współczujemy jej z całego serca, to jeszcze bardziej podziwiamy ją za to, co osiągnęła i jak udało się jej odnaleźć w życiu po wycofaniu jej dożywotnio z jazdy na łyżwach. 

Moja ocena: 8/10.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.