Co za dużo. to niezdrowo - Baywatch, Słoneczny patrol (2017)

Kto tworzy polskie opisy do filmów ze świata? O tłumaczeniach tytułów filmu każdy widział niejedną dyskusję, śmiechy i kpiny. To już druga z 2017 pozycja, która nijak ma się do jej opisu, a w pewnym sensie to istotne. Bo jeśli autor sprzedaje nam film, z jakimś tam opisem, a oglądając nie widzimy nic związanego z opisem, to o czymś to świadczy. Ale na chwilę zapomnijmy o tym i zobaczmy jak prezentuje się kinowa wersja legendarnego serialu z lat '90.

Powiedzmy sobie szczerze, sukces serialu składał się głównie na plejadę pięknych pań i świetnie zbudowanych mężczyzn, a dokładniej sceny z nimi, kiedy biegli plażą w zwolnionym tempie. Fabuła nie miała żadnego znaczenia. Seth Gordon stety, niestety próbował wydobyć z tego coś więcej. Udało mu się, wydobył bardzo dużo, tylko że, no właśnie - za dużo.

Baywatch od samego początku zapowiadał się całkiem obiecująco. Ratownik, jako bohater kalifornijskiej plaży, który ma nieźle poukładane w głowie, do tego dobra i zgrana ekipa. Parę mądrych kwestii dotyczących plażowania, bezpieczeństwa. Do tego dorzucają nam samolubnego kadeta, mistrza olimpijskiego w pływaniu, który okazuje się z początku fatalnym ratownikiem, członkiem teamu. Kolejne morały, budowanie zespołu, ciekawostek plażowych i... nagle wrzucają mi komediowy kryminał zalatujący tanią sensacją i akcja. Tak jak element kryminalny jeszcze mogłem przegryźć, tak już rozwiązanie wielkiej sprawy z fajerwerkami zepsuło mi zupełnie film.

Sam nie mogę w to uwierzyć, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Dwayne Johnson. Pasował do roli lidera, wodza, mentora, ratowniczego bohatera. Do tego całkiem fajnie zgrał się z Zackiem Efronem, tworząc całkiem przyjemne, komediowe sceny. Sam Zac zaliczył kolejny, dobry występ i trzeba będzie się jemu bliżej przyjrzeć w następnych latach, bo wg mnie jest całkiem nieźle zapowiadającym się aktorem.

Dobra, nie można jeszcze zapomnieć o dwóch scenach, które spowodowały, że film z miejsca zrobił się kiczem. Niepotrzebnie, ale to bardzo, umieszczono legendy serialu w scenach, które totalnie nie pasowały do filmu. Tak jak ostatnia scena z Davidem Hasselhoffem jeszcze, jeszcze uszła, bo to po napisach końcowych, to można trochę poszaleć, ale w środku filmu nie wiem gdzie się znalazłem, gdy zobaczyłem go i to co on mówi. No i jeszcze Pani Pamela Anderson, bez polotu, bez szału. A pewnie miał być i polot i szał. No nie wyszło. Ale tak się właśnie dzieje, kiedy chce się na siłę coś zrobić, wcisnąć.

Chętnie zobaczyłbym kolejną wersję Słonecznego patrolu, o ratownikach z powołania, którzy wiedzą co robią. Baywatch przez dobre pierwsze pół godziny przygotował mnie na to, ale po tym czasie, wybrał zupełnie inny kierunek. Jestem zawiedziony, ale mimo to, dobrze się oglądało duet muskularnych ratowników. Sporo śmiechu zrekompensowało mi cały kicz, który przewijał się co chwilę.

Moja ocena: 4/10.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.