Oto jest najlepsze przedstawienie - Król rozrywki (2017)

"Oto jest najlepsze przedstawienie!" - taką piosenką wita nas w swoim musicalu, debiutujący reżyser Michael Gracey. Obietnica dosyć poważna i patrząc na pierwsze sceny, na barwy, pracę kamery, talent Hugh Jackmana - zapowiadało się, że to nie tylko obietnica, a gwarancja dobrego seansu. Odprężyłem się, uśmiechnąłem i czekałem na więcej. "Król rozrywki" to magia i dałem się jej oczarować, dzięki czemu wychodząc z kina czułem się wspaniale.

Dopiero po powrocie do domu przypomniało mi się, że to nie była baśń i musical, a biograficzny musical, choć trzeba przyznać, że w przepięknej, bajecznej formie. Ale o to właśnie chodziło. Tak więc nie tylko dowiadujemy się, jak się tworzyła myśl o powstaniu cyrku w głowie P.T. Barnuma, z czego ona wynikała, jak wyglądało jego dzieciństwo. Mamy tu również do czynienia z pięknymi, mądrymi morałami o tolerancji, akceptacji, w przestępnej ze smakiem formie. Jako musical.

I to nie byle jaki. Panowie Benj Pasek i Justin Paul napisali naprawdę wspaniałą muzykę, do których (w tym momencie wstaję i biję brawo) świetnie zaśpiewał wspomniany już Hugh Jackman. Ale to tego Pana jeszcze wrócę. Zaskoczył mnie Zack Efron, ale pewne te osoby, które znają go z "High School Musical" nie są tak zaskoczeni jak ja. Ja o jego talencie wokalnym dowiedziałem się dopiero podczas seansu "Król rozrywki". Dziś już wiemy, że jeden Złoty Gobl trafił na konto tego filmu za piosenkę "This is Me". Wg mnie jednak największą petardą była scena, kiedy Jenny Lind (którą zagrała Rebecca Ferguson) śpiewa piosenkę "Never Enough". Daliście się oczarować? Ja też, bo nie śpiewała ją Rebecca Ferguson, a Loren Allred. Taka dziewczyna, z amerykańskiego The Voice, która ma fenomenalny głos.

Wróćmy jeszcze do samego Jackmana, bo byłem wiernym fanem jego roli jako Wolverina. Pamiętam go ze "Źródła", "Prestiżu", "Labiryntu". Niesamowity talent. Nie tylko wokalny, ale choć nie popisywał się nie wiadomo jakimi umiejętnościami tanecznymi, to zgrabnie dorównywał kompanom w choreografii. Czego niestety nie można powiedzieć o Zacku Efronie, którego taniec troszkę kuł mi oczy, ale to chyba jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić.

Michael Gracey zaliczył świetny debiut. Trzeba przyznać, że ujarzmił naprawdę wiele aspektów składających się na sukces filmu. I technicznie i fabularnie i aktorsko i muzycznie, nie ma się do czego doczepić. Magia. No, ale jeśli ktoś jest odporny na magię, to na pewno jej nie poczuł i coś mu tam będzie zgrzytać. Ale wtedy niech jeszcze raz obejrzy "Króla rozrywki" i zrozumie, czym między innymi taka rozrywka ma być dla ludzi, wg P.T. Barnuma, o którym opowiada właśnie ów musical.

Moja ocena: 9/10.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.