Szczęście w nieszczęściu - Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (2017)

To chyba idealna puenta bo obejrzeniu najnowszego dzieła Martina McDonagha. Niech Was nie nie irytuje zakończenie, ono takie ma być. Ten moment, w którym kończy się film daje wreszcie jasny przekaz, co nam chciał twórca powiedzieć. W życiu bywa przesrane, ale może Cię ono jeszcze zaskoczyć. A "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" zaskakują i to nie raz swoją historią.

Jakiś czas przed wydarzeniami w filmie, samotna matka wynajmuje 3 bilbordy na totalnym zadupiu. Umieszcza na nich kontrowersyjne hasła, które mają na celu zwrócić uwagę tamtejszej policji, aby ruszyli dupsko w śledztwie dotyczącym jej córki. Rzecz dzieje się w małym miasteczku, więc wieści szybko się rozchodzą i z pozoru totalnie nieopłacalna inwestycja staje się tematem numer 1 w całej okolicy. Nasza bohaterka zdaje sobie sprawę z konsekwencji i jest na nie dosyć dobrze przygotowana. Odpiera ataki ze wszystkich stron, a dialog z Ojcem (księdzem) na długo jeszcze zostanie w mojej pamięci.

Na plakacie o 3 bilbordach mamy wyeksponowane 3 postacie. Każda z nich jest kluczowa w przekazie twórcy. Bo wbrew pozorom nie o rozwiązanie sprawy chodzi w filmie, choć widz z zainteresowaniem porywa się w tok na nowo rozwiązywanego śledztwa. Świetnie spisała się cała trójka aktorów, ale na największe wyróżnienie zasługuje jednak Sam Rockwell, którego zasłużenie nominuje wiele jury do kolejnych nagród za najlepszą drugoplanową rolę męską w 2017 roku.

Dobre dialogi to jeden ze szczegółów świetnie przygotowanego scenariusza. Widać, że Martin McDonagh doskonale wiedział, jak ma wyglądać jego najnowszy obraz. Ta swoista mieszanka ostrych tekstów oraz scen, z połączeniem z współczuciem, wrażliwością, empatią daje efekt tego, jakie jest po prostu życie. Nie ma lekko, ale trzeba być twardym, nie miękkim. Choć na łzy i wylanie emocji też przychodzi czas. Jesteśmy przecież ludźmi.

Moja ocena: 9/10.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.